O autorze
Ponieważ jestem adwokatem, marzy mi się dobre prawo oraz mądrzy sędziowie. Ponieważ jestem obywatelem, zależy mi na państwie, które szanuję i chciałbym, aby było jak najlepiej zorganizowane. Ponieważ jestem naiwny wierzę, że oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa oraz, że oglądanie się na podstawowe wartości ma sens nawet wtedy, gdy większości wydaje się, że to podróż do La Manczy.

Wolność, w każdym jej przejawie, jest wartością bezcenną. Ale prawdziwie pociągająca staje się nie wtedy, gdy z niej korzystamy, lecz wówczas, gdy szukamy i odnajdujemy jej granice. W tym kontekście musi paść przynajmniej jedno nazwisko: Frank Zappa.

Romans publiczny

Jeśli mam romans, to jest to moja sprawa prywatna chyba, że jestem osobą publiczną. W tym ostatnim przypadku sprawy zaczynają się komplikować. Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy przypadkiem w jakiejkolwiek wypowiedzi nie poruszałem takich tematów jak wierność i czy aby nie deklarowałem się jako jej zwolennik. Muszę się też zastanowić szerzej, a więc czy publicznie przypadkiem nie opowiadałem się za jakimś systemem idei, wartości lub na przykład wyznania religijnego, które uznają romans za zachowanie naganne.

Te pytania są ważne, bo jeśli na romansowaniu przyłapie mnie nie żona, lecz prasa, to mam nie tylko kłopot w domu, ale mam problem w ogóle. Opinia publiczna zestawi bowiem moje wcześniejsze deklaracje z moim postępowaniem. Jego nie da się zakwestionować, a więc deklaracje legną w gruzach. Nadal mogę sobie romansować, ale nie wolno mi oczekiwać ani spokoju w domu, ani tego, że moi zwolennicy, wyborcy nadal będą mi ufać. Skoro okazałem się wiarołomny, to nie mogę od nikogo oczekiwać, że będzie nadal miał o mnie opinię taką jak wcześniej, opinię taką, jakby nic się nie stało.



Rozdźwięk pomiędzy tym, co się mówi a tym, co się robi, zawsze prędzej czy później wystawia rachunek. W przypadku osób publicznych oznacza to konieczność odliczenia VAT-u, owej wartości dodanej, jaką jest zaufanie publiczne. Ale w tym przypadku ta operacja umniejsza stan posiadania.

Romanse innych zawsze nas interesują. Niektóre, jak Billa Clintona, niewiele wnoszą do biegu historii, ale już romans Marka Antoniusza – tak. Pytanie, czy Amerykanom i Rzymianom wolno było wiedzieć o przygodach miłosnych ich przywódców nie wymaga odpowiedzi.

Prasa to jest instrument, za pomocą którego realizowane są potrzeby społeczne w skali makro. Jedną z takich potrzeb jest sprawdzanie wiarygodności osób publicznych, a więc takich, które mogą w mniejszym lub większym stopniu wpływać na bieg ważnych dla ogółu spraw. Prawo prasowe określa to mianem kontrolnej funkcji prasy: pojedynczy obywatel nie może powiedzieć „sprawdzam” – robi to w jego imieniu prasa. Media porównują to, co osoby publiczne mówią z tym, co robią w życiu publicznym, ale też w życiu prywatnym. Chodzi o to, aby osoby, które publicznie oszukują opinię publiczną były zidentyfikowane, ujawnione, poddane krytycznej ocenie, a w pewnych przypadkach – eliminowane z życia publicznego. Nikt w tym dziele mediów nie jest w stanie zastąpić. Między innymi z tego powodu tak wysoko wywindowana została na skali wartości ustroju demokratycznego wolność prasy.

Jeżeli osoba publiczna, na przykład biorąca udział w życiu politycznym otwarcie deklaruje się jako zwolennik, wyznawca wartości religijnych, które zakładają monogamię, a które piętnują romans jako postępowanie zakazane, a jednocześnie w życiu prywatnym dana osoba postępuje wbrew temu, co publicznie zaświadcza, to ów rozdźwięk uchyla drzwi, którymi w życie prywatne mogą wejrzeć oczy opinii publicznej. Ona nie tylko chce, ale powinna się dowiedzieć, że ktoś ją ordynarnie nabiera. Można powiedzieć o wiele więcej: w demokracji jest to święte prawo obywateli, a drugostronnie – jest podstawowym obowiązkiem prasy ujawnić zakłamanie, wiarołomność i dwulicowość. Przecież bez prasy te niskie cechy nigdy nie wyjdą na światło dzienne. Beneficjentem takiej sytuacji zostałby cynik, ofiarą – społeczeństwo, które nie dowie się, że ufa naiwnie niewłaściwym liderom.

Prawo do poszanowania prywatności jest prawem bezwzględnym dla wszystkich osób prywatnych. Prawo do prywatności osób publicznych jest prawem względnym i przestaje podlegać ochronie wówczas, gdy stara się ukryć to, co jest szkodliwe dla ogółu obywateli. Generalnie nie ma różnicy w ocenie szkodliwości nabierania ludzi na pieniądze a nabierania na zaufanie: każdy oszust jest tymfa wart.

Sąd, który odwraca się od ważnych wartości społeczeństwa demokratycznego, a do tego gwarantowanych konstytucyjnie i ustawowo – przestaje wymierzać sprawiedliwość. A jest to jego podstawową funkcją.
Trwa ładowanie komentarzy...